Strefy
Gothic Site
Gothic
Gothic 2
Gothic 2: Noc Kruka
Gothic 3
ArcaniA: Gothic 4
Galeria
Gothic Site
» Strona główna
» Redakcja
» Rekomenduj nas
» Banery
» Kontakt

» Toplista Gothic
Suplementy
» Forum
» Wideoteka
» Chat - Gothic
» #gothic
» Głos Khorinis
» Piranha Bytes
» Spellbound
» Wywiady
» Encyklopedia
» Archivum Gothicus
Fanklub
Święte Przymierze
» O fanklubie
» Zakony
» Rangi
» Pojedynki ŚP
» Badania świata Gothic
» Wojny Bogów
» Archiwum konkursów
Dołącz do nas w sieci




Follow GothicSitePHX on Twitter




Wojny Bogów - Prolog

Wojny Bogów są projektem wspólnego opowiadania rozwijanego przez wybranych członków Świętego Przymierza. Motywy przewodnie dotyczą odwiecznej walki Innosa, Beliara oraz próby pogodzenia ich przez Adanosa.

 

Preludium

 

- Wiecie, jak się zaczęły Drugie Wojny Bogów? - spytał sędziwy staruch gromadkę dzieci, zasiadającą wokół marmurowego kominka. Za oknem przelatywały pierwsze w tym roku płatki śniegu na Równinie Trzech Braci, zwiastujące rychłe i nie takie wesołe nadejście zimy.
- Nie - odpowiedziały krótko i zwięźle bachory, widocznie w końcu zaciekawione gadką starca. Kilku z nich popijało mleko, jednemu nawet biały płyn został pod nosem - wszyscy wszak czekali na słowa kaznodziei, jakich wyczekiwali już od wielu dni, słysząc z dawna legendy o sławnych bitwach na Kontynencie rozgrywających się gdzieś w tych rejonach Terytoriów Neutralnych. W końcu dziadek zaczął opowieść...

Murawa wyglądała obiecująco dla strudzonego, leśnego wędrowca przemierzającego lasy od tygodni. Najpierw iglaste bory, pełne sosen, jezior i zwierza, później puszcze liściaste, dęby, olchowe zagajniki oraz strumyki sączące się tu i tam, przemieniające teren we wredne dla podróżnika bagniska. Na chwilę zboczył na zachód, w góry, by pomodlić się w Cytadeli Wody, by po paru dniach kontynuować swą podróż. A lasy zagęszczały się coraz bardziej i bardziej. Wiały silne wiatry, strącające kwitnące czerwienią, wiosenne pączki z gałęzi - to był złowieszczy znak, wyczekiwany przez proroków. Niebo malowało się nocami purpurem, błyskawice przetaczały się między chmurami paletą kolorów. Aż w końcu, podróżujący człeczyna, natrafił na kilka płyt oraz mur w środku okręgu, który tworzyły młode lipy. A że było to pod wieczór, ten bardzo rad przyjął dar od lasu i zamierzał ułożyć posłanie na kamieniach, lepszych niźli brudna ziemia, po czym schrupać podsmażaną na wolnym ogniu kiełbaskę z najznamienitszej południowej świni.
Rozłożył się na posłaniu i spojrzał w głębokie niebo. Śledząc wdzięczny lot strzępków i obłoczków, dostrzegł jakiś kształt ponad linią lasu. Był to szary szczyt wzgórza. Ucieszył się nade wszystko i wszystkich, gdyż niecierpliwił się na widok Wielkiego Klasztoru Adanosa, miejsca, które opuścił niegdyś jako nowicjusz. Wiele rzeczy zmieniło się ponoć za murami od czasu, odkąd wyruszył na misję - tak przynajmniej twierdzili napotkani grajkowie oraz leśni dreptacze, wymachując swoimi gitarkami i skrzypkami. Nie mówili, co właściwie się zmieniło – bo zmienić mogło się wszystko, jak zwykle przy okazji mrocznych czasów, ale światłych planów.
Tak też, nie zważając na pilną potrzebę spoczynku, przedarł się przez drzewa i wspiął do góry. Piasek opadał ze zbocza i, utrudniając wejście, odsłaniał spod skały coraz to nowe, nietypowe elementy dzikiej flory – strzały poszczerbione, bełty złamane, a nawet oręż krótkiego zasięgu nienaturalnie porysowany - walające się na ziemi naznaczonej popiołem. To dziwne zjawisko go zaniepokoiło, podróżnika cnego, przez co przyspieszył kroku. W końcu stanął pewnie między ruinami wieży strażniczej, gdzie kilka ptaków uwiło sobie gniazdka, jednakże nie sposób było dostrzec śladu po stworzeniach, oprócz kilku popękanych skorup jajecznych. Rzucił okiem przed siebie. W oddali pluskał wodospad, nieco tylko rysując się na niebiesko pośród lasu, lecz na zachód od niego falowały wśród zieleni mury klasztoru. Nie słychać było gwaru, jaki towarzyszył przeważnie o tej porze nowicjuszom - ani też przygrywania na harmonijce Mistrza Wody, Magnata z mórz śródlądowych. Dziwne, pomyślał, bo znajdował się zaledwie milę od kompleksu - takie zawodzenie powinno drażnić uszy już dawno temu. Gdy tak stał wśród ruin wtapiał oczy w ponury i zastanawiający widok, z przeciwległej strony zbocza wspinały się na górę dwie postacie, owinięte błękitnym płaszczem. Biegli w księżycowych blaskach, hałasując klingami, wprost na niego. Wędrowiec odwrócił się pospiesznie i poznał w twarzach nadbiegających rysy Ardhada i Magnata, Kapituły Adanosa.
- Bracia! - pokłonił się pokornie. - Co się dzieje? Czemu spotykam was w takich okolicznościach i na tym miejscu?
Ardhad i Magnat zatrzymali się, a krasnolud, wyraźnie uspokojony, powiedział:
- Ach, to tylko ty... Złą porę wybrałeś na przybycie, wzięliśmy cię za orkowego zwiadowcę.
- Orkowego zwiadowcę?! W tych stronach? - odparł zaskoczony. - Nad wodospadem Ad-Equon?
- Powiemy mu? - mruknął Magnat do przyjaciela. - Orkowie są jeszcze daleko, nie zwietrzyłem ich zapachu, a przeważnie czuć woń na wiele mil.
- Niech będzie - rzekł Ardhad. - Będziemy potrzebować kogoś takiego jak on, jeżeli nam coś się stanie... - zamilkł na chwilę. - Beliar zaatakował. Nasz dotychczasowy sprzymierzeniec wytworzył potęgę wystarczającą, aby zerwać Święte Przymierze.
Podróżnik przeżegnał się, pokropił ręce wodą z bukłaku i podniósł je do nieba, wykonując znak błagalny do Adanosa.
- Słuchaj dalej - mówił Wielki Mistrz. - Oddziałem orków, namiastką swojej armii, okrążył Świątynię Wojowników Innosa, leżącą na jego ziemiach, a zakon najlepszych paladynów Królestwa umarł śmiercią głodową w oblężonej wieży. W tym samym czasie Beliar osobiście przebył krainy dzielące go od Wielkiego Klasztoru i kołacząc do jego bram wyzwał do siebie naszego Arcymaga, Rabittousa. Ostrzegaliśmy, aby nie wychodził, bo obmyślił wraz z nami plan wygnania Beliara z powrotem do Podziemi, dzięki darom Adanosa, jednak nie chciał słuchać, zapatrzony w swą moc. Wariat. I stało się, jak przewidywałem - Beliar, po nierównym pojedynku na ogniste kule, tornada, kusze oraz miecze, czy co tam jeszcze było w zasięgu ręki, rozegranym nad naszym świętym wodospadem, zadał Rabittousowi kilka śmiertelnych ran, po czym chwycił go w swe szpony, odlatując i porywając go ze sobą w nieznanym kierunku. Nie mogliśmy nic zrobić - dodał smutnym tonem. - Teraz spodziewamy się ataku orków. Kilku z nich widział już na zachodzie nasz zwiadowca, w okolicach Świątyni Ładu, lecz wysłany ponownie w to samo miejsce nie wrócił.
- Kim był ten zwiadowca? - spytał, nagle coś sobie przypominając.
- Rysik, Sługa Klasztorny. Spotkałeś go?
- Można tak powiedzieć. Natknąłem się na jego ciało dwa dni temu. Było pocięte toporem.
- To na pewno robota orków. Gdzie to było?
- Dwa szczyty górskie na południowy zachód stąd.
- Nie wiem, co on tam właściwie robił. Domyślam się, że, nie znalazłszy wrogów na płaskowyżu Świątyni Lodu, zapuścił się poszukać w okolicznych górach. I tam go zabili. Ale gdzie oni są... Przecież muszą być gdzieś w pobliżu, skoro dwa dni temu go znalazłeś. Widziałeś coś dziwnego po drodze?
- Hmm.. - zamyślił się. - Tylko kilka błyskawic nad szczytami nazajutrz.
- Jakiego były koloru?
- Purpurowego.
- Ciekawego. To charakterystyczny znak Rabittousa. Być może jeszcze żyje, lecz jest zniewolony?
- A czemu tak za nim wzdychasz? Był głupi i dał się złapać, jego sprawa, nie ma co rozpaczać.
- Nie rozumiesz. To był jedyny żyjący Arcymag Adanosa.
- Co? Czy żaden z nowicjuszy oprócz niego nie osiągnął tej rangi przez tyle czasu? A wy to niby kim jesteście? Krasnoludkami? - zadrwił prześmiewczo wobec krasnoluda.
- Niestety, ale obaj z Magnatem wybraliśmy Ścieżkę Walki. Przestań żartować, bo nie rozumiesz powagi sytuacji. Bez corocznego nabożeństwa Adanosa, wyprawianego przez Arcymaga w Wielkim Klasztorze, nasz bóg nie roztoczy nad Kontynentem swych łask. I nie zachowa równowagi między Innosem i Beliarem. W tym wypadku wygra lepszy z braci, a wiesz, co to oznacza.
- Drugie Wojny Bogów - mruknęli jednocześnie i zapadła głucha cisza, przerywana jedynie szumem wiatru i cichym graniem trąbek.
- Czy słyszysz to, co ja? - wybuchnął raptem Ardhad. - Trąby!
Wtem obaj spostrzegli, że od jakiegoś czasu nie ma wśród nich Magnata. Jednocześnie rzucili się w stronę źródła dźwięku, jakie znajdowało się u podnóża południowego stoku, tego samego, po jakim wszedł na wzgórze kilka godzin temu podróżnik. Na oślep i po ciemku przedarli się przez ciemne kształty drzew i wpadli do lipowego kręgu. Na murawie, po której jeszcze walały się resztki jedzonej niedawno świni, stał Magnat, z odrzuconą peleryną, odsłoniętym skórzanym kaftanem i wydobytym ostrzem - pirackim kordelasem, wyostrzonym tak, że klinga błyszczała nawet w nocy. Wokół niego stała gromada orków z pochodniami i atakowała zaciekle od wszystkich stron ustawionego na strategicznym miejscu niedoszłego marynarza, jednak ten bronił się jak mógł. Zaciekle machał bronią dookoła, strącając coraz to nowe, nadbiegające karczyska, zeskakiwał z muru, by przelecieć kilka razy między wrogami i poranić zdezorientowanych zielonoskórych w czułe miejsca poniżej pasa, wracając po chwili na kamienie. Wykorzystywał fakt, że orki posługiwały się tylko i wyłącznie dwuręcznymi toporami, przygotowane raczej na powolnych przeciwników. A Magnat z kolei był najlepszym szermierzem jaki pływał po morzach południa, jeśli nie po wszystkich oceanach świata. Jednak nawet tacy wojownicy męczą się po wielominutowej walce, a z lasu raz po raz przybywały coraz to nowe pułki. Kiedy w końcu przestały napływać, ziemia zatrzęsła się i runęło kilka drzew. W dali zaczęło błyszczeć niebieskie, zimne światło. Po chwili na polanę wybiegł wielki stwór przypominający trolla górskiego, jednakże skórę zastępował mu lód. Zielonoskórzy rozstąpili się przed nim, zostawiając mu wolną drogę do stojącego na murze Magnata. Widząc, w jak wielkim niebezpieczeństwie znajduje się jego przyjaciel, Ardhad wytorował sobie przejście przez tłum i wskoczył na biegnącą bestię. Wbijał jej swój ogromny miecz, Querese, rozjaśniający najczarniejsze ciemności i ćmiący najjaśniejsze światło, wiele razy w czubek łba, lecz powłoka potwora nie była czuła na broń białą. Odrzuciwszy krasnoluda potężnym podrygiem na korony drzew, stwór nacierał dalej na Magnata, który, o dziwo, robił to samo, z szablą wyciągniętą przed sobą.
- Szaleniec! - mruczeli między sobą po orkowemu gapie.
Gdy obu nacierających dzieliły już zaledwie metry, Magnat wyskoczył w górę, roztrzaskał ciałem powłokę bestii, wtapiając się w jej wnętrzności - przeleciał ją na wylot. Jednak wzlatujące odłamki lodu były tak ostre, że pokaleczyły śmiertelnie marynarza, który runął ciężko na ziemię, jęcząc z bólu. Oniemiali orkowie raptem, z wściekłością, rzucili się na niego i nic nie mogło powstrzymać rzezi. Przyglądający się temu z zarośli, obolały Ardhad, zapłakał bezradnie. Płakał tak przez dobre parę minut, po czym chwycił krzepko rękojeść Queresa. Torując sobie ponownie drogę wybił zabawiających się zmaltretowanymi zwłokami zielonoskórych i porwał z ziemi ciało przyjaciela.
- Bystry! - krzyknął na walczącego w dali podróżnika. - Uciekamy!
Obaj ze łzami i dzikim zapałem w oczach popędzili między drzewa. Biegli tak przez kilka chwil, skręcając co i róż w gęstą leszczynę, by zmylić pogoń, aż w końcu stanęli przed lśniącą, a zarazem dostojną i potężną wodą Ad-Equonu. Przepłynęli ją wpław, stawiając stopy na skale pod wodospadem. Bystry, zastanawiając się od początku ucieczki, gdzie też go stary mistrz prowadzi, w końcu zrozumiał, że podążają tajnym tunelem podwodnym, prowadzącym do Wielkiego Klasztoru Adanosa.

- Stało się więc, moje dziatki, że Kontynent, dotąd zachowany pod pieczą Adanosa, został narażony na chaos. Beliar zaatakował najbliżej wysunięty obiekt Królestwa, Świątynię Wojowników, w tym samym czasie porywając Arcymaga Rabittousa, którego los nie jest znany. Kilka dni później przystąpił do oblężenia Wielkiego Klasztoru, więc nowicjusze wody mogli tylko bezczynnie czekać na pomoc, bo pokojowy Zakon mógł utworzyć jedynie bitewną kompanię lub, co najwyżej, brygadę partyzancką. Innos nie odpowiedział kontratakiem, Beliar również nie podjął kolejnego ruchu, czekając na decyzje swoich strategów. Wojny Bogów zaczęły się ponownie.

 

[1] | {2] | [3] | [4] | [5] | [6] | [7] | [8] | [9] | [10] I [11] | [12] | [13] | [14]


Gothic Multiplayer

Zagraj za darmo w Gothic 2 z innymi fanami!
Gothic Multiplayer

Wspólne polowanie na trolla, pojedynki, pokonywanie niebezpieczeństw w świecie Gothic już możliwe!

Download
NOWE PLIKI:
» ArcaniA: Gothic 4 - Patch 1.02 (oficjalny crack)
» Gothic 3: Zmierzch Bogów - Edycja Rozszerzona (patch 2.0)
» Gothic 3 - Quest Pack 4 + CM 2.2 (wersja polska)
» ArcaniA: Gothic 4 - Mod Pack PL
» ArcaniA: Gothic 4 - LocFix PL
» Gothic 3 - Community Patch 1.74 INT


Sonda
Chcesz, aby Nordic Games rozwijało markę Gothic?

Tak, trzeba dać im szansę, czekam na efekty
Nie, nieważne, że to już inna, nowa firma - tak czy siak wara od tej serii


[poprzednie sondy]
Phoenix
» Strona Główna
» ADOM
» Fallout
» Arcanum
» Disciples
» The Witcher
» Icewind Dale
» Imperium Diablo
» The Elder Scrolls
» Neverwinter Nights
» Planescape: Torment
Partnerzy

Risen
Mass Effect 3
Dragon Age 2
Wiedźmin

Niniejsza strona jest częścią Wortalu Phoenix, znajdującego się aktualnie w stanie hibernacji. Kliknij na powyższy link by dowiedzieć się więcej.
© 2002-2008 Gothic Site. Partnerzy: rpg, skyrim, call of duty. jPortal