http://www.gothic.phx.pl

:: Kopalnie Kamienia
Artykuł dodany przez: Advocate (2004-01-29 10:55:00)

Opowieść o Kopalniach Kamienia, cz.1


Witajcie. Nie zdradzę wam mojego imienia, bo moglibyście sobie spokojnie na nim połamać język, dlatego mówcie na mnie po prostu, hmmm... jak chcecie. Chcę wam przybliżyć historię jaka przytrafiła mi się w Kopalniach Kamienia. Teren ten był pokryty "kloszem", stworzonym przez jakichś roztrzepanych magów, można było do niego wejść, ale nie dało się już stamtąd wyjść. No więc... jak się tam dostałem?? Powiedzmy, że zbyt mocno się naraziłem magom (to jest wersja mniej brutalna) i skazali mnie na roboty w Kopalniach, ale że byłem śmierdzącym leniem, to po prostu mnie tam wrzucili. Podczas gdy sędzia odczytywał wyrok przybiegła postać wyglądająca jak mag i kazała mi dostarczyć jakieś zioła i liścik do Arcymistrza Magów Płomyczka. Potem sędzia nadal czytał wyrok i czytał... i czytał... w końcu zasnąłem. Już nawet nie musieli mnie wrzucać przez tą barierę tylko śpiąc spadłem przez nią w dół. Wleciałem w jakiś mały zbiornik wodny, po czym obudziłem się i od razu jakiś gostek dał mi z plaskacza, ale szybko tego pożałował, ponieważ przyszedł jakiś paker i porozganiał całą jego bandę. Pomógł mi wstać i powiedział:


- Siema jestem Diego - kaszlnął - uratowałem Cię, ale to nie znaczy, że będę dla Ciebie miły. - jego głos by strasznie skrzeczący, dlatego bardziej bałem się jego krzyku niż mięśni - To miejsce zwie się Kolonią. Na całym jej terenie są 3 obozy: Przestarzały, Obóz-Któremu-Się-Wydaje-Że-Jest-Nowszy-Od-Innych i Obóz Sekty. Ja przesiaduję w Obozie Przestarzałym bo mają tam najlepszy towar z zewnętrznego świata. Jeśli chcesz przeżyć, to chodź ze mną.
- Dobra - odparłem bez zastanowienia..

Zeszliśmy z góry, przeszliśmy przez las, aż trafiliśmy do rzeki. Był tam most, przy którym stali dwaj strażnicy, chwiali się podpierając o mały murek. Doszliśmy do bramy Przestarzałego Obozu, przed którą stali tacy sami strażnicy jak na moście. Weszliśmy do środka. Obraz, który zobaczyłem trochę różnił się od moich wyobrażeń. Zobaczyłem niskie domki, przed niektórymi paliły się ogniska, ale najbardziej zagadkowe było to, dlaczego część ludzi leżała na ziemi plackiem. Diego wprowadził mnie do jednego z domków i zaczął mi wszystko wyjaśniać:

- Wiesz co tu się dzieje?? Zapewne nie. Więc słuchaj: nasi ludzie to Kopacze - ci w wyświechtanych spodniach - wykwiczał - i ci w karmazynowoczerwonawowiśnioworubinowosrebrnych zbrojach podobnych do mojej, to Cienie. Jest tu trochę sekciarzy przez co większość ludzi leży na ziemi, bo skręcają oni zioła, mocne jak cholera, które nazywają się Zewy Nocy. Sam się skusiłem i nie mogę przestać dlatego pełno tutaj dymu. Wydajesz mi się bystry. Czy chciałbyś wstąpić do naszego Obozu??
- Noooooo. Ale wyżywienie i chatka wliczone w koszty pobytu. - powiedziałem zadowolony z siebie - Co musze zrobić??
- Musisz przekonać do siebie najbardziej wpływowych ludzi. Ale teraz już się ściemnia. Chodź, zaprowadzę Cię do chaty.
- OK. Idziemy.

Nie musieliśmy iść daleko. Dostałem domek obok pobliskiej areny. Zanim wszedłem, Diego powiedział:

- Wypędzić zapach skrętów musisz sobie sam, chociaż wątpię żeby Ci się udało, bo jest on już wsiąknięty w deski.

Wszedłem do środka żegnając się z Diegiem. Było tam mało miejsca, jak w każdej podobnej chatce, na środku stał stolik z małym tobołkiem do siedzenia, dwie skrzynie (od których z daleka było czuć skręty) i łóżko. Położyłem się i zasypiałem z myślą co mnie jeszcze spotka... Kopalnie Kamienia, cz.2



Obudziłem się i przed oczami zobaczyłem... nekromantę! Zaczął mnie ponaglać:
- Wstawaj leniu, ja czekam na Oko Innosa, a ty się obijasz!

W pewnym momencie doznałem olśnienia:
- Xardas, matole! To jest jeszcze Gothic 1, jeszcze nie zginąłem (zemdlałem) w gruzach i nie ożywiłeś mnie! Dopiero za parę dni przyjdę do ciebie pytać się o Śpiącego! Wynoś się!
- A no tak, wybacz, nie wziąłem Geriavitu - po tych słowach zniknął.

Musiałem znaleść jakieś ciuchy. Poszedłem do najbliższego domku jakiegoś Cienia, i ukradłem ze skrzyni Strój Cienia. Ponieważ większość strażników była upita i leżała na ziemi wszedłem ze spokojem do zamku. Na samym środku placu zamkowego oprócz upitych strażników zobaczyłem kwiaciarnię. Dało mi to do myślenia, więc poszedłem się spytać co robi kwiaciarnia w środku obozu. Gostek imieniem Blizna odpowiedział:
- Kwiaciarnia to przykrywka. Normalnie wulkanizujemy tu opony dla Sekciarzy, ponieważ u nich nie ma nawet ławek, a fotele pojawiają się dopiero w Gothic 2. Nieźle idzie na tym zarobić, a do tego dokładają jeszcze paczkę skrętów za każdy. Jak chcesz to mogę cię tego nauczyć.
- Zastanowię się jeszcze.

Nagle zobaczyłem Świątynię Magów Płomyczka, i od razu przypomniałem sobie o liście. Zanim go oddam, przeczytam go, może akurat później to się przyda. Otworzyłem zwój i zacząłem czytać:
"Drogi Mistrzu Xardasie, już od kilku dni jesteśmy na głodzie. Takich doskonałych skrętów jak te Sekciarzy nigdy tu nie paliliśmy. Niestety ostatnio nie dostajemy od was dostaw. Jest jeszcze oczywiście świetnie napędzona ryżówka z Obozu-Któremu-Się-Wydaje(itd). Wiem, że nie trzymacie zbyt dobrych kontaktów z pozostałymi obozami, ale moglibyście nam załatwić chociaż po 2 sztuki każdego z tych rarytasów na głowę (przypominam jest nas 20 w klasztorze), a my wam przyślemy jakieś kobiety (ilość nie gra roli). Z poważaniem - Pyrokar."
Po przeczytaniu wymyśliłem chytry plan. Poszedłem w stronę świątyni. Przed wejściem zatrzymał mnie jakiś narwany żul w stroju maga. 
- Stój! Nie możesz tu wejść ze względu na nasze zebranie (domyśliłem się że sami pędzą ryżówkę). 
- Ale ja mam list do Arcymistrza. 
- Jesteś posłańcem zza Bariery? Pokaż no ten list - podałem mu kartkę, przeczytał go - hmmm... ten list jest Xardasa, ale pokażę go Corristo i.... 
- Jestem gotowy pójść po wszystko! - nie mogłem się powstrzymać. 
- Eeee... co? A tak, możesz pójść po nie.... ALE TO ZNACZY, ŻE CZYTAŁEŚ PRYWATNĄ POCZTĘ MAGÓW! - kurcze, inteligentny gość, tego się nie spodziewałem - za karę musisz przynieść te wszystkie rzeczy również dla nas. 
- No dobra. 
- Aha, jesteś tu nowy więc musisz się udać do Gomeza. - po tych słowach wszedł do środka. 
Dostałem się do niego oczywiście bez większych problemów. Gomez miał 2 metry... w pasie, i po prostu "wylewał" się ze swojego siedzenia, nie zdziwiłbym się gdy dowiedziałbym się, że jak chce wyjść na dwór to biorą go we trzech na taczkę. Podszedłem do niego. 
- Ja w...
- Dobra, jesteś ogłoszony oficjalnym członkiem Przestarzałego Obozu. Twoim zadaniem jest spenetrować sytuację na bagnach.

Gość miał tą mówkę chyba we krwi. No cóż... i tak nie miałem nic do roboty. Tylko jak się dostać na bagna? Nie wiedziałem, więc po prostu poszedłem przed siebie. Ludzie co to była za męczarnia. Szedłem przed siebie, aż doszedłem do jakiejś bramy, o dziwo strażnik nie był ani upity, ani naćpany. Spytałem się go gdzie są bagna, a on się zdziwił i odpowiedział:
- Człowieku to jest obóz Nowszy-Od-Innych, a nie Sekta. Jak chcesz dotrzeć na bagna to musisz się wrócić całą drogę do Przestarzałego Obozu i jeszcze pokonać następne tyle żeby dojść na bagna.
- Eeee... fajnie.

Nie mogłem wytrzymać. Od razu wziąłem za szmaty jednego Sekciarza, żeby mnie zaprowadził. On grzecznie mi odpowiedział:
- Niestety nie mogę cię zaprowadzić, ponieważ przedawkowałem trochę Zewów Nocy i nie pamiętam gdzie jest obóz. 
- Trzymajcie mnie! - doszło do rękoczynów byłem tak wnerwiony, że myślałem że go rozniosę. W końcu rozdzielili nas najemnicy... ich też rozniosłem. Po tym wydarzeniu poszedłem się porządnie napić. W karczmie zmógł mnie sen i zasnąłem na blacie. Kopalnie Kamienia, cz.3


Obudziłem się, jednak nie byłem już na blacie w karczmie, tylko leżałem gdzieś pod namiotem. Zerwałem się na równe nogi. Wyszedłem na zewnątrz - nie musiałem się długo domyślać gdzie jestem. Był to Obóz Sekty Śpiącego, rozpoznałem go, ponieważ było czuć zapach wiadomo czego i wszyscy chodzili w spudniczkach (niektórzy nawet w miniówkach) i na twarzy mieli wymalowane jakieś bazgroły. Po wyjściu z namiotu zobaczyłem znajomego sekciarza, którego sprałem w tamtym obozie. jak mnie zobaczył schował się za jakimś gościem, i prawie płacząc powiedział:

- Nie bij! Chciałem ci zrobić przyjemność - zaczął wyjaśniać - przyniosłem cię tutaj i uważam, że nadajesz się żeby tu wstąpić. (przymusowa przyjemność - no super) Poza tym mamy dziś święto!

- Święto? Który dzisiaj... a no tak 1 września, idziesz do szkoły?

- Eee... - zaczerwienił się - to też... ale dzisiajjestŚwiętoWojny - powiedział jednym ciągiem i poszedł płacząc.

O szczegóły tego "święta" nawet nie miałem zamiaru pytać - gadać z sekciarzami to gorzej niż mówienie mojej babci, że nie jestem głodny. Skoro już tam byłem postanowiłem trochę pozwiedzać. Poszedłem na główny plac, chyba zamkowy chociaż wyglądał jak bazar, speluna i jakieś miejsce modłów w jednym. Po chwili rozległ się huk gongu (?) i wszyscy ludzie zebrani w obozie zaczęli krzyczeć "wojna! wojna!...". Cały obóz zbiegł się, chyba zaczęli świętowanie. Postanowiłem się przyglądać. Wyglądało to tak - wszyscy sekciarze zebrali się wokół podestu, na podest wszedł chyba jakiś szef tej całej bandy i powiedział:

- Zaczynamy świętowanie!

TŁUM SEKCIARZY - Jeeeeeeee!!!

- Czy jesteście gotowi do WOJNY?

TŁUM SEKCIARZY - Jeeeeeeee!!!

- Aha, jeszcze jedno. Okazuje się, że Śniący jest demonem, który chce nas zniszczyć.

TŁUM SEKCIARZY - Jeeeeeeee!!!

Facet chyba skumał ten idiotyzm:
- Zaraz zemdleje.

TŁUM SEKCIARZY - Jeeeeeeee!!!

- Ale z was kretyni

TŁUM SEKCIARZY - Jeeeeeeee!!!

Zszedł z podestu i przyniósł mały stolik, usiadły przy nim 2 osoby i zaczęły się przezywać - tu zrozumiałem o co chodzi w tym święcie - WOJNA NA SŁÓWKA - najciekawsze jakie udało mi się usłyszeć to:

- Jak byłeś mały to byłeś tak brzydki, że rodzice karmili cię z procy żeby nie podchodzić
- Kiedyś bawiłeś się zapałkami, teraz robotę też aż pali ci się w rękach
- A ty nie wiesz, że ten gość w durnowatej zbroi co stoi nade mną zabije nam Śniącego
- Co?!

Cała Sekta spojrzała się na mnie jakby chciała mnie zabić, zaczęli mnie gonić. Przy bramie wyjściowej stała odpalona Syrenka (!) usłyszałem głos "wskakuj" no to wskoczyłem - dosłownie! - rozbiłem całą tylnią szybę. Kierowca spalił trochę gumy i ruszyliśmy.

- Kim jesteś? - zapytałem

- Jestem Wiśniewski. Pamiętasz może "Kapowanie spraw przez ludzi w różnych obozów"? To ja zakosiłem ten samochód z punktu 6... hehe. Przyjechałem po Ciebie, bo wiem co tu robisz i kim jesteś, nie pytaj skąd. Czas żebyś w końcu zaczął działać, bo to już trzecia część Kopalni a ty nawet u Xardasa nie byłeś... wstyd.

- Wiśniewski? Ten zbieracz wiśni z 7 Aleji Flipa & Flapa? Miałeś mi przysłać koszyk tydzień temu! Poczekaj no już ja ci pokaże!

No i zgadnijcie co było dalej... tak zgadliście. Zacząłem go okładać z drewnianej pały, którą znalazłem w schowku. Łatwo zgadnąć, że stracił panowanie i przywaliliśmy w drzewo gdzieś w środku lasu. Na szczęście Syrenka miała poduszki powietrzne. Wyszliśmy z auta i... Kopalnie Kamienia, cz.4


      Witam was ponownie - ostatnio skończyliśmy na tym, że rozwaliłem się gdzieś w lesie z Wiśniewskim. Wiśniewski jakoś wstał i się pozbierał. Jednak zakneblowałem go dla bezpieczeństwa. Powiedziałem mu wprost:

- Słuchaj ty głupi patafianie. Po pierwsze - guzik mnie obchodzi co o mnie wiesz ale ja idę od razu do świątyni Śpiącego, bo nie chce mi się przechodzić tej gry prawie od nowa. Po drugie - przywieź mi wreszcie moje wiśnie!!!

      Zostawiłem go tak i skierowałem się w z powrotem w stronę sekty. Gdy odszedłem kawałek zobaczyłem biegnące w kierunku Wiśniewskiego Zębacze (:)). Wszedłem do Sekty a tam już nikt nie chciał mnie gonić. Wszyscy naćpani po ich "święcie". Strażnicy ledwo chwiali się na nogach więc wystarczyło dać im w pysk, żeby się przewrócili. Poszedłem do tego całego Y'Beriona i prosto z mostu powiedziałem:

- Słuchaj idę zabić tego waszego Śpiącego, bo ludzie mnie męczą, że nie przechodzę gry!!!

- No dobra idź, bo mnie męczą, że nie zemdlałem i nie zginąłem po filmiku przywołania Śpiącego. Cor Kalom powinien być już w świątyni.

      Lekko mnie to zatkało ale OK. Doszedłem do wejścia - Było całkiem.... duże. Przed wejściem stała... zielona orka. O dziwo powiedziała do mnie:

- Witaj wędrowcze. Zaszedłeś do Świątyni Śpiącego. Zaprowadzę cię kawałek.

      Orka posuwała się trochę wolno po lądzie ale jakoś doczołgaliśmy się do jakiegoś placu - tu mnie zostawiła. Przed sobą zobaczyłem dużą kratę, a po drugiej stronie Pełzacza. O dziwo on też zaczął gadać (!):

- Hej stary. Słuchaj jak zrobisz dla mnie przysługę to otworzę tą kratę i nie będę cię bić po wejściu. Co ty na to?

- Eeee... no dobra, a co musze zrobić? Rozwalić coś, czy wysadzić?

- Masz mi przynieść Dziuriziela - wygląda jak miecz ale podobno to jakieś nowe skręty Sekty, mniam...

- No dobra OK.

      Doszedłem do miejsca z jakąś kapliczką na środku. Wszedłem do środka i zobaczyłem kolejną orkę.

- Witam naszego nowego gracza w Biliardowcach. Jestem Urban Hubertczak. Wystarczy odpowiedzieć na jedno pytanie i wygrasz Dziuriziela.

      Nic nie mówiłem tylko usiadłem na takim dziwnym krzesełku.

- Pytanie brzmi: Jakiego koloru jest czarna skrzynka?

      Pytanie na pierwszy rzut oka banalne. Ale skąd ja mam wiedzieć?

- Poproszę pół-na-pół.

- Dobra. Proszę komputer (czytaj - chomik pod krzesłem) o napisanie połowy słowa, które jest odpowiedzą.

      Chomik szybo napisał - ...na. Dużo mi to nie dało więc strzelałem.

- Dobrze będę strzelał - czarna skrzynka jest zielona.

- Jesteś pewien?

- Tak, Urban nie przedłużaj bo ci trzasnę

- Oj niestety, nie odpowiedziałeś czarna tak więc..... wygrałeś!!!

      Urban dał mi Dziuriziela - rzeczywiście wyglądał na niezły towar. Dałem go Pełzaczowi - oczywiście bardzo się cieszył. Wszedłem dalej do wielkiej sali a na środku na podeście stał jakby pająk - to był Śpiący. Zobaczyłem tam też Cor Kaloma. Gdy podszedłem bliżej powiedział:

- Ty głupcze, myślałeś, że mnie powstrzy... - TRZASK! GRZMOT! ŁOSKOT! BRZDĘK!

      Śpiący zamachnął się i przygniótł go jednym ruchem.

- Witaj, wreszcie się tu zjawiłeś.

- No wreszcie.

- Już długo na ciebie czekałem.

- Jak to czekałeś na mnie? A nie na Cor Kaloma?

- To ty mnie nie poznajesz?

- Nie.

- Bezimienny, jestem twoim ojcem!

- NIEEEEE!!!!!!

      Teraz zjawił się znajomy Pełzacz i rzucił mi świecącego na niebiesko Dziuriziela. Zacząłem odbijać wszystkie kule i poczułem nagły przypływ Moczu w pęcherzu. Jednak Pełzacz krzyknął - "Nie poddawaj się - niech Mocz będzie z tobą!" - po czym zacząłem odcinać Śpiącemu wszystkie kończyny jednocześnie. Otworzył się jakiś portal i on tam wskoczył. I co dalej? Teraz ukazuje się filmik jak opróżniam pęcherz z Moczu i jak z Pełzaczem popalam sobie Dziuriziela. Kopalnie Kamienia, cz.5


      Po ukończeniu całego Dziuriziela, razem z Pełzaczem postanowiłem wyjść trochę na zewnątrz. Widok dworu troszkę mnie zaskoczył - nie było już osłony, przez co słońce strasznie raziło w oczy. Poszliśmy z Pełzaczem do Przestarzałego Obozu. Zobaczyłem znajomego pakera z piskliwym głosem.

- Sie masz Diego! To mój kumpel Pełzacz. - po tych słowach wszyscy, którzy usłyszeli to zdanie zaczęli zwiewać.

- Cześć - powiedział stwór.

- Pierwszy raz słyszę, żeby pełzacz gadał.

A na to Ścierwojad z boku:
- Ja też.

- Dzisiaj wieczorem organizujemy wyścigi - wpadniecie?

- Czemu by nie...

Byłem tylko ciekaw co to za wyścigi, bo już wiele rzeczy mnie tu zaskoczyło. Reszta dnia minęła zwykłym rytmem - a potem nastał wieczór. Poszliśmy do Diega. Stał przed bramą na prawdopodobnej linii startu.

- Startujecie, czy obserwujecie?

- Wolałbym najpierw...

- Startujemy! - przerwał mi Pełzacz.

- OK, ale za wejście płaci się - PAC! (od Pełzacza w łeb) - ała... OK jak dla was gratis. Nagrodą jest 100 skrętów.

Pełzacz załatwił sprawę szybko i nawet nie płaciliśmy - a jest o co walczyć. Tylko jeszcze nawet nie wiedziałem na czym mam się ścigać. Postanowiłem obejrzeć pojazdy przeciwników. Gdy tylko je zobaczyłem zacząłem się kulać ze śmiechu na ziemi - jakiś Sekciarz robił właśnie kółko próbne na Ścierwojadzie, gość z Obozu-Któremu-Się-Wydaje - na Kretoszczurze, no i był jeszcze reprezentant Przestarzałego Obozu na Jaszczurze. "Pojazdy" te dały mi nieco do myślenia, ale w tym momencie coś mnie zmartwiło - jak ja powiem Pełzaczowi, że mam jechać na NIM?. Żeby wam oszczędzić czytania - gdy mu o tym powiedziałem prawie pogrzebał mnie żywcem, ale ostatecznie zgodził się. Ustawiliśmy się na linii startu, Diego zaczął odliczanie:

- 3... 2... 1... POSZLI!

Pełzacz wystartował strasznie szybko, więc wysunęliśmy się na prowadzenie. Gość z Przestarzałego Obozu zagrzał silnik i zarył się w miejscu. Pierwsza prosta. Wyprzedza mnie gość z Sekty i nagle... złapał gumę! Zatrzymał się i wyjął nogę zapasową, którą zaczął szybko przykręcać Ścierwojadowi. Pełzacz był bezkonkurencyjny - jechał strasznie szybko i nikt nas nie mógł dogonić. Ale coś jak zwykle musiało przerwać tą sielankę. Jadąc usłyszałem znajomy odgłos... czerwonej syrenki!!! Podjechała koło mnie i Pełzacz mi się spłoszył przez co wypadliśmy z toru. Kiedy wstałem z gleby zobaczyłem, że auto zatrzymuje się koło mnie i wysiada z niego... Wiśniewski. Zanim zdążyłem go uderzyć powiedział:

- Przywiozłem ci twój koszyk - podał mi go

Wpadłem w furię - wysypałem mu cały ten koszyk na głowę i zabrałem mu kluczyli od auta. Odpaliłem syrenkę - ruszyła ze zgrzytem. Po chwili jazdy Pełzacz mówi:

- Hej, tu z tyłu jest bomba i tyka!

- Łee tam jakaśtam... BOMBA?! Co dalej wzywaj saperów, wojsko czy co tam się wzywa żeby to rozbroić!

- Spoko stary w filmach zawsze ciągnie się za czerwony kabel.

- To ciągnij byle szybko!

5... Pełzacz siedzi 4... do Pełzacza dotarło co ma zrobić 3... chwycił za kabel 2... wyrwał go i... BOOM!!! Syrenka poszła z dymem. Lecieliśmy dość wysoko nad doliną.

- Kurcze a zastanawiałem się czy nie pociągnąć niebieskiego... - powiedział stwór - ej, zobacz zaraz wylądujemy w...



Autor: Matess


adres tego artykułu: http://www.gothic.phx.pl/articles.php?id=9