Strefy
Gothic Site
Gothic
Gothic 2
Gothic 2: Noc Kruka
Gothic 3
ArcaniA: Gothic 4
Galeria
Świat
» Historia
» Umiejętności
» Potwory
» Gildie
» Postacie
» Lista NPC
» Lokacje
» Magia
Pomoc
» Ogólne informacje
» FAQ
» Solucja
» Zadania
» Porady
» Mapy
» Nauczyciele
» Sprzedawcy
» Chromanin
» Sterowanie
» Kody
» Konsola
» Instalacja modów
» Diccuric PL - FAQ
Ekwipunek
» Zbroje
» Czary
» Bronie
» Rośliny
» Artefakty
» Mikstury
Artykuły
» Recenzja
» Opowiadania
» Funny
» Pomocnicze
» Konkursowe
» Art & Story Forum
» Dodaj artykuł
Galeria
» Screeny
» Artworki
» Funny
» Rysunki
» Triki
Czas Zapłaty
» Informacje
» Historia
» Umiejętności
» Media
» Forum
» Twórcy
Download
» Demo [7]
» Filmy [2]
» Inne [7]
» Mody [39]
» Muzyka [7]
» Patche [3]

Skocz do:

    New Articles
» Giron 3: Życie w Koloni...
» Status NPC
» Droga do wolności
» Wiersz, cz.1
» Atak Króla, cz.2
    Top Articles
» Giron 3: Życie w K... (116181)
» Droga do wolności (61678)
» Kopalnie Kamienia (52022)
» Lista punktów dośw... (46004)
» Atak Króla, cz.2 (38961)
    New Downloads
» Apokalipsa Demo
» Ustawka
» Podbój
» Władca Duchów
» Guard Armor
    Top Downlads
» Diccuric Polish (98599)
» Diccuric (setup) (89982)
» PlayerKit-1.08k (78095)
» Mroczne Tajemnice (53281)
» PlayerKit (51100)

> Droga do wolności

Rozdział III


Był chłodny poranek. Kretoszczury nawet nie myślały o wyjściu ze swoich jaskiń. Również skazańcy raczej nie wychodzili poza próg swoich chat. Lee właśnie otworzył oczy, był skulony i szczelnie owinięty kocem, który Lares wygrzebał ze swego kufra wczorajszego wieczoru. Zmarznięty Lee powoli ściągnął stary koc, który przez całą noc izolował go od zimnego powietrza wlatującego z zewnątrz, następnie po cichu spakował swoje rzeczy, założył zbroję i starając się nie obudzić swojego nowego przyjaciela wyszedł z jaskini. Dopiero teraz, kiedy stanął przed wejściem do miejsca, które Lares nazywał swoim domem, poczuł jak zimno jest dzisiejszego dnia. Nie było nawet mowy, aby zobaczyć słońce, chmury wydawały się tak gęste jak nigdy dotąd. Lee wiedział, że dzisiaj musi pokazać się w obozie, bo zaraz pojawią się jakieś dziwne plotki i pomówienia, dlatego z tą myślą ruszył drogą, którą podążał wczoraj. Przeszedł ukrytym tunelem i zszedł do kanionu. Tutaj było jeszcze zimniej, a to przez chłodny wiatr wiejący z góry. Lee ciągle szedł i myślał. Właściwie miał tylko jeden cel: założyć obóz, jednak nie wiedział od czego zacząć. Minął jezioro, zszedł po skałach jeszcze niżej. Aby iść dalej, musiał przejść przez odcinek rzeki płynący pod skalnym łukiem. Na samą myśl o tym, że będzie musiał wejść do wody przechodziły go dreszcze. Lee był twardy i wszedł do rzeki, nie zważając na przeszywający całe nogi ból szedł szybko. Przejście pod łukiem nie sprawiło mu większego problemu, wkrótce znalazł się na lądzie. Cała dolna część jego ubrania była przemoczona, co potęgowało chłód jeszcze bardziej. Jednak Lee nie przejmował się tym zbytnio. Jego myśli skupiały się jedynie na obozie. Zatrzymał się na chwile, aby poprawić źle ułożoną sprzączkę w plecaku. Kiedy już udało mu się z nią uporać, ruszył dalej. Po chwili kilka metrów przed nim, z krzaków, wyłoniły się dwa Ścierwojady. Lee z niesamowitą szybkością wyciągnął ogromny topór, przyśpieszył kroku i kiedy był już bardzo blisko stworów, wykonał zamach strącając pierwszego, a następnie wykonał obrót i potężnym cięciem w korpus powalił kolejnego. Nie ocierając toporu z krwi założył go na plecy. Lee już dawno nie walczył samotnie. Ostatnimi czasy z reguły siedział przy stole w siedzibie magnatów lub rozmyślał leżąc w swoim pokoju. Zdarzały się też dni, kiedy samotnie przesiadywał na urwisku przy fortecy nad morzem. Nie widząc już żadnych niebezpieczeństw w pobliżu, Lee ruszył dalej. Nie minęła minuta, gdy był już przy moście. Jak zwykle stało przed nim dwóch strażników. Dla wszystkich więźniów było to dość dziwne, że wytrzymują w takich okolicznościach cały dzień bez zmiany warty.
- Witamy. - Powiedział głośno jeden z nich, po czym paradoksalnie nie dając odpowiedzieć zapytał.
- Gdzie się podziewałeś całą noc?
- Ech, byłem w kilku miejscach. - Odrzekł Lee monotonnym głosem. Minął strażników próbujących wyciągnąć od niego informacje, które zapewne w mig stałyby się najświeższymi plotkami w obozie. Lee nigdy nie lubił rozmawiać ze strażnikami. Wiedział, że to pachołki jego rzekomych przyjaciół magnatów. Jedynie z Gornem utrzymywał bliski kontakt. Do bramy nie było już daleko, prowadziła do niej wydeptana ścieżką, którą szybko przeszedł. U stóp bramy także stało dwóch strażników. Jednak tutaj nie było żadnej ambitniejszej reakcji z ich strony, oprócz tego, że jeden z nich popatrzył dziwnie na twarz Lee, po czym szybko odwrócił wzrok. Lee nie zatrzymywał się. Po kilku krokach cień bramy pochłonął jego ciało. Kiedy przeszedł pod jej starym, uschniętym, drewnianym dachem ukazał mu się pusty obóz. Żaden ze skazańców nie siedział przy swojej chacie. Ogniska były zagaszone, jedynie słychać było przytłumione głosy rozmów zza ścian chat. Kiedy Lee przyjrzał się dokładniej, zauważył skrytego w cieniu baldachimu Diego siedzącego na ławce przed swoją chatą. Ruszył w jego stronę z chęcią przywitania się z przyjacielem. Kiedy podszedł do Diego, chciał go powitać, lecz tamten go uprzedził.
- Witaj, a gdzie się podziewałeś całą noc? - Zapytał Diego.
- Cieszę się, że cię widzę. Nie martw się, dobrze zjadłem, co nieco wypiłem i co najważniejsze, nikt mnie nie okradł. - Zaśmiał się Lee i ruszył w stronę bramy nie kończąc rozmowy. Zdziwiony Diego krzyknął.
- Hej, zaczekaj! - Widząc, że Lee nie zwracał uwagi na te słowa, zmieszany Diego zaprzestał wołania i pomyślał o tym jak trudno w dzisiejszych czasach o rozmowę.
Lee był zmuszony do ominięcia kolejnej pary strażników, którzy tym razem stali przy bramie wewnętrznego pierścienia. Następnie ukazał się przed nim dziedziniec wewnętrznego pierścienia. Stało na nim dwóch Magów Ognia, rozmawiali oni o sprawach bardzo niejasnych lub jak górnicy, o sprawach prostych i monotonnych. Nieco niżej, na niewielkiej płaszczyźnie trenowali strażnicy pod okiem Skorpiona, znanego ze swojej solidności. Lee przeszedł środkiem placu zmierzając ku wejściu do domu magnatów. Kiedy przekroczył próg, ukazał się przed nim korytarz. W obu jego bocznych ścianach znajdowały się drzwi do różnych pomieszczeń, zaś przy frontowej ścianie stały schody, którymi to magnaci dostawali się do swych pokojów. Lee wszedł po nich na górę. Tradycyjnie jeden ze stopni zaskrzypiał. Na piętrze ruszył w kierunku drzwi do swojego pokoju. Wyciągnął klucz z sakiewki i wsunął go powoli do zamka. Po przekręceniu usłyszał charakterystyczny dźwięk i nacisnął na klamkę wchodząc do środka. Jego pokój nie był za duży. Znajdowało się w nim jedynie biurko ze stojącym obok krzesłem, niewielka skrzynia i łóżko, na którym leżąc często rozmyślał. Była jeszcze jedna, szczególna rzecz w tym pomieszczeniu - obraz. Przedstawiał rzekę o bardzo silnym nurcie. Jej fale uderzały o głazy, które stały na jej drodze. Lee często wpatrywał się w dzieło nieznanego mu autora i myślał o tym, że ta rzeka płynąca bardzo szybko jest wolna, i zazdrościł wolności tej rzece. Teraz, kiedy również spojrzał na obraz jego myśli skupiały się na tym, aby być wolnym. Jednak teraz nie zwrócił szczególnej uwagi na płócienny malunek. Lee szybko ściągnął plecak i rzucił nim w kąt pokoju, następnie położył się na swoim wygniecionym łóżku. Leżąc rozmyślał, chociaż jego myśli nie były tak trzeźwe, bowiem organizm zmęczony podróżą musiał przez chwilę odpocząć. Lee po chwili zasnął, wcześniej tego nie planując. Odbiło się na nim wczorajsze siedzenie do późna, a także spanie na twardej, skalnej podłodze. Z głębokiego snu wyrwało go pukanie do drzwi. Rozespanym głosem powiedział:
- Proszę, otwarte. - Klamka opadła w dół, a kiedy drzwi otworzyły się, ukazał się w nich Torlof.
- Witaj, słyszałem, że wróciłeś. Lecz skoro śpisz, nie będę ci przeszkadzał. - Lee chciał się zobaczyć z Torlofem, więc nie miał zamiaru zgadzać się z tym, by odszedł.
- Nie, wejdź. Miałem nadzieje, że przyjdziesz. - Odpowiedział uśmiechnięty.
- Nie będę ci przeszkadzał? - Powiedział Torlof, po czym usiadł na drewnianym krześle, które wcześniej musiał wysunąć spod lady biurka. Lee usiadł na krawędzi łóżka i kontynuował.
- Chciałem się z tobą zobaczyć, bo mam ci coś ważnego do powiedzenia. - Torlof słuchał z uwagą.
- Nie było mnie całą noc, co zapewne cię zdziwiło. Byłem w górach, u źródła rzeki. Tej, która płynie niedaleko obozu. - Wyjaśnił. Torlof wciąż słuchał z uwagą, dalej nie wiedząc o co dokładnie chodzi jego przyjacielowi.
- Znalazłem tam to czego szukamy, rozumiesz? Znalazłem. - Po wypowiedzeniu tych słów, podekscytowany Lee patrzył na twarz Torlofa czekając na reakcję z jego strony. Torlof przełknął ślinę.
- To tak się traktuje przyjaciół? Zamiast od razu po przybyciu mnie zawiadomić, ty idziesz spokojnie spać? - Jego głos był stanowczy i poważny, Lee patrzył na niego ze zdziwieniem, nie wiedząc za bardzo o co chodzi. Torlof nagle uśmiechnął się.
- Stary, udało się, znalazłeś miejsce na obóz. Teraz może nam się wszystko udać tak, jak planowaliśmy. - Lee uśmiechnął się i słuchał.
- Gdzie znalazłeś to miejsce? Jest tam wszystko czego potrzeba? A zresztą opowiesz mi wszystko w warsztacie, musimy powiedzieć o tym Gornowi. - Torlof wstał z krzesła nawet nie zasuwając go pod biórko i ruszył w stronę drzwi. Lee również wstał i podążył za nim. Przez to całe zamieszanie zapomniał zamknąć pokoju na klucz, choć z reguły zawsze to robił. Obaj zbiegli po schodach, jak przedtem jeden ze stopni zaskrzypiał. Szybko minęli korytarz, lecz kiedy wychodzili już na zewnątrz zwolnili kroku, aby nie zwracać na siebie większej uwagi. Spokojnie szli środkiem dziedzińca, minęli magów, którzy prowadzili długą konwersację. Przeszli po metalowych kratach dzielących ich od piwnic zamku. Przed nimi ukazało się wnętrze warsztatu. Było to dość szerokie pomieszczenie. Po jego lewej stronie znajdowało się palenisko, kowadło i cała reszta narzędzi potrzebnych do wyrobu broni białej oraz grotów do strzał i bełtów. Tym rzemiosłem zajmował się kowal Stone, który także teraz hartował kawałek metalu przeznaczonego pewnie na miecz. Po prawej stronie warsztatu stała lada, zaś za nią Skip, sprzedawał oręż. Jak zwykle po lewej stronie lady siedział Gorn. Był to dobrze zbudowany mężczyzna o ciemnej karnacji skóry. Miał na twarzy gęsty zarost, w obozie mało było osób, które odważyłyby się po trzeźwemu stanąć z nim do pojedynku. Uchodził on za jednego z najsilniejszych w całej Kolonii. Był strażnikiem, ale rzadko było go widać na służbie, jedynie jego zbroja dawała o tym znać. Był to jedyny strażnik, z którym zadawał się Lee. Wszyscy w obozie wiedzieli, że Gorn został od razu wzięty do straży ze względu na jego siłę, nie interesował się w ogóle służbą, ani utrzymywaniem kontaktów z magnatami, więc Lee nic do niego nie miał. To właściwie jedna z najbliższych dla niego osób. Kiedy Gorn zobaczył dwójkę swoich przyjaciół wchodzących do warsztatu, odłożył butelkę z piwem i przywitał ich.
- Witajcie. - Lee z Torlofem zatrzymali się przed nim.
- Cóż się stało, że obaj przychodzicie do mnie tak nagle? - Lee chciał już odpowiedzieć na to pytanie, lecz Skip przerwał rozmowę.
- No, więc na mnie już czas. - Powiedział i wyszedł z warsztatu. Nie miało to żadnego związku z obecnością Lee i Torlofa, Skip z reguły kończył pracę o tej porze. Gorn zapytał ponownie zwracając na siebie uwagę.
- O co chodzi? - Lee wraz z Torlofem ponownie popatrzyli na niego.
- Chcielibyśmy ci powiedzieć, że się udało. - Tłumaczył Lee.
- Co się udało? - Zapytał zdziwiony Gorn.
- Lee udało się znaleźć dobre miejsce na obóz. - Powiedział głośno Torlof. Gorn przełknął piwo i ze zdumieniem spojrzał na ich twarze.
- Udało się? Jest dobre miejsce na obóz, to wspaniale, gdzie? Opowiadajcie. - W głosie Gorna słychać było podekscytowanie, chciał wiedzieć więcej, jednak za plecami Lee i Torlofa pojawił się Skorpion, który zwrócił się do Gorna.
- Hej, Gorn, chodź tu na chwilę, jesteś potrzebny. - Gorn wstał z taboretu.
- Cóż, obowiązki wzywają, niestety, zobaczymy się wieczorem, wtedy wszystko mi opowiecie. - Po wypowiedzeniu tego zdania minął przyjaciół i wraz ze Skorpionem znikł za winklem kamiennej ściany. Lee popatrzył na Torlofa.
- Rzadko go widzę w takiej sytuacji, hehe. - Zaśmiał się. Obaj skierowali się w stronę wyjścia, gdy zza ściany wyszedł Bartholo razem z Gomezem. Lee zmieszał się, nienawidził ich obecności. Myśl, że będzie musiał rozmawiać z tą dwójką, nie ucieszyła go ani trochę. Bartholo stanął na drodze, założył rękę na rękę i powiedział.
- Kogoż my tu mamy? Nasz buntownik? - Zaśmiał się szyderczo. Gomez również się uśmiechnął. Lee był bardzo zdenerwowany.
- Zejdź mi z drogi. - Powiedział stanowczym tonem. Barthollo zaśmiał się.
- A jak nie, to co? Postraszysz mnie bandą przekupionych górników i swoim kumplem, leniem? - W tych słowach chodziło mu o Gorna. Lee nigdy nie było miło słysząc obrażanie jego przyjaciół, w jego obecności. Nie wytrzymał naparcia nerwów, które skupiały się w nim przez te wszystkie lata w stosunku do Barthollo. Podbiegł do niego i potężnym ciosem wymierzonym w twarz powalił go na ziemię. Widzący to Gomez odepchnął Lee. Torlof włączył się do całego zamieszania i zatrzymał rozwścieczonego Gomeza.
- Albo natychmiast go przeprosisz... albo nie chcę cię tu więcej widzieć. - Wydyszał Gomez. Lee popatrzył mu prosto w oczy i bez wahania odpowiedział.
- Już dawno chciałem to zrobić. - Po wypowiedzeniu tych słów Lee ruszył szybkim krokiem w stronę domu magnatów, Torlof poszedł za nim. Minęli zwijającego się Barthollo, nawet na niego nie patrząc. Wszyscy obecni na dziedzińcu przerwali dyskusje i bez słowa spoglądali na całe zajście. Przyjaciele przeszli przez próg domu, ruszyli korytarzem, a potem schodami. Lee wszedł do swojego pokoju, podniósł z ziemi plecak i zaczął pakować do niego wszystko, co leżało na biurku. Torlof stał w drzwiach. Lee nie odwracając się powiedział.
- Jeżeli chcesz iść ze mną, pakuj się. - Torlof usłyszawszy te słowa ruszył do swojego pokoju. Lee pakował wszystkie rzeczy należące do niego. Kiedy miał już wszystko i chciał wyjść z pomieszczenia, spojrzał na obraz. Westchnął, po czym szybko rozbił drewnianą ramę i zwinął płótno do plecaka. Wtedy był pewien, że ma już wszystko. Wyciągnął klucz z kieszeni i zostawił go na łóżku, ostatni raz spojrzał na cały pokój i wyszedł na korytarz. Zastał tam również gotowego już Torlofa. Ucieszył się na widok jego pełnego plecaka i powiedział.
- Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć. - Torlof uśmiechnął się. Obydwoje zeszli po schodach. Lee miał nadzieje, że już nigdy nie będzie musiał oglądać tych wnętrz. Gdy byli na dziedzińcu, ponownie przykuli do siebie uwagę wszystkich obecnych. Nawet Gomez klęczący przy Barthollo przez chwilę popatrzył na dumnie idącą dwójkę. Szli spokojnie i powoli patrząc przed siebie. Przy pierwszej z bram zobaczyli Diega stojącego przed chatą. Spojrzeli na niego, on także patrzył na nich, mrugnął i lekko kiwnął głową w dół. Sami nie wiedzieli o co dokładnie mu chodziło. Zostawiali w tyle kolejne chaty, idąc wciąż bardzo spokojnie. Kiedy przeszli pod dachem drugiej z bram, pozostawał im jeszcze tylko most. Dotarli do niego piaszczystą ścieżką, szybko ominęli strażników. Skręcili na północ, po kilkudziesięciu metrach Torlof wreszcie zapytał.
- Co teraz? Co będziemy robić dalej?
- Sam próbuje odpowiedzieć sobie na to pytanie...



Autor: Sqall


strony: 0[1] [2] [3]
comment.php?what=article&id=34

Sonda
Chcesz, aby Nordic Games rozwijało markę Gothic?

Tak, trzeba dać im szansę, czekam na efekty
Nie, nieważne, że to już inna, nowa firma - tak czy siak wara od tej serii


[poprzednie sondy]
Phoenix
» Strona Główna
» ADOM
» Fallout
» Arcanum
» Disciples
» The Witcher
» Icewind Dale
» Imperium Diablo
» The Elder Scrolls
» Neverwinter Nights
» Planescape: Torment
Partnerzy

Dragon Age 2
Wiedźmin 3
Arcania
Mass Effect 3
Fable

Feniks z Popiolów - czekamy...
Niniejsza strona jest czescia Wortalu Phoenix, znajdujacego sie aktualnie w stanie hibernacji. Kliknij na powyzszy link by dowiedziec sie wiecej.
© 2002-2008 Gothic Site. Partnerzy: rpg, modern warfare 3. jPortal.