Strefy
Gothic Site
Gothic
Gothic 2
Gothic 2: Noc Kruka
Gothic 3
ArcaniA: Gothic 4
Galeria
Upadek Setarrif
» Ogólne informacje
» Historia
» FAQ
» Spolszczenie
Informacje o grze
» Ogólne informacje
» Fabuła
» Walka
» Mechanika gry
» Bestiariusz
» Oprawa graficzna
» Oprawa dźwiękowa
» Recenzje
Pomoc
» Solucja, cz. 1
» Solucja, cz. 2
» Mapy
Ekwipunek
» Zbroje i ubiór
» Amulety i pierścienie
» Oręż i tarcze
Rozdarta Dziewica
» Wprowadzenie
» 1. Murdra
» 2. Nóż
» 3. Dym w górach
» 4. Pogłoski z kontynentu
» 5. Ręka Groma
» 6. Kulawy Gospodarz
» 7. Nieznajomy
» 8. Mroczny Wojownik
» 9. Ped
» 10. Numer trzy
» 11. Drewno o kamień
» 12. Krwawe Żmije
» 13. Ochotnicy
» 14. Ochotnicy cz. II
» 15. Na krechę
» 16. Śmierć to śmierć
» 17. Wina
Galeria
» Screenshots
» Artworks
» Inne
Download
» Inne [2]
» Mody [2]
» Patche [4]

Skocz do:

Rozdarta Dziewica #10 - Numer trzy

Daniel Stacey (jako mag wody)

Belgor był martwy.

Jego ciało leżało na podłodze w pokoju numer trzy, ręce owinięte jak bandaże wokół klatki piersiowej. Stałem nad nim niemy i bez ruchu, starając się nie patrzeć. Ale jego wyraz twarz trzymał mnie w poczuciu fascynującej winy. To nie pierwszy raz.

- Dlaczego?

Karczmarka rzuciła z szorstkim głosem nie ukrywając swego gniewu. Stałem tyłem do drzwi i kobiety, która stała w nich.

- Dlaczego?

Jej szorstki głos wciąż mnie ogarniał. Odwróciłem się. Zaczerwienione oczy wpatrywały się we mnie pogłębiając zmarszczki na czole pod siwiejącymi już włosami.

- Przykro mi.

- Nie wystarczy! - Murdra rzuciła się do przodu. Jej grube ręce złapały mnie za kark i z impetem cisnęły w bok z ogromną siłą. Straciłem równowagę i uderzyłem głową w ścianę. Murdra w spokoju stanęła nade mną... Zrobiło się mglisto, a rzadkie światło świec w moim pokoju zaczęło ustępować ciemności.

* * *

Dwa tygodnie wcześniej...

Szyld skrzypiał od zardzewiałych zawiasów i wydawało się, że zaraz spadnie mi na głowę, jakbym drgnął. Stałem Innos wie gdzie; w międzyczasie, cienie drzew dosięgły już bramy. Lewą ręką pobłądziłem po kieszeni od kurtki i wyciągnąłem fajkę mego ojca.

"Rozdarta dziewica". Mało zachęcająca nazwa, ale mało mnie to obchodzi. Bolały mnie nogi, brzuch nienakarmiony od wczorajszego rana, a moje ręce... przynajmniej one prawie już nie pulsowały.

Wioślarstwo nie było tym za czym przepadałem. Po godzinie, którą czułem jakby minęły ze trzy, mój mały statek dotarł do brzegu Argann o świcie, gdy w końcu rozleciał się. Ojciec nie byłby zadowolony...

Otrząsnąłem się i uderzyłem w policzek. Wystarczająco dużo czasu, spędziłem na otwartej przestrzeni, odległej od lądu. No cóż, to było ryzyko podjęte przeze mnie.

Popchnąłem drzwi, które otwarły się prowadząc na hol, przez który przeszedłem do stolika na końcu sali. Smród piwa spowodował zachwianie się na nogach. Uspokoiłem się, odwracając się w stronę gapiących się we mnie oczu. Jakakolwiek matka chce dla swojego syna ucieczki od pijaństwa, byłem pewien, że mogłaby wyglądać mniej grubo, gapiąc się na mnie zza lady.

Oparła dłonie na swoich dobrze zakrytych biodrach i rzuciła: "Zamknięte."

- Ale drzwi...

- Zostały zamknięte. - Szeroka kobieta ruszyła się sztywno, okrążyła bar i stanęła mi przed wejściem; nieprzejezdne, jak taki uparty wartownik. Wąskie oczy błyszczały jej z siłą. - Jesteś głuchy czy jak...

- Kto to jest? - Zapytał męski głos. Początkowo myślałem, że ktoś począł pukać do drzwi, dopóki nie zobaczyłem drewnianej nogi. Facet wyszedł z ciemnego pokoju i zatrzymał się kilka kroków za kobietą, jedną ręką trzymając się za drewnianą nogę, w drugiej dzierżył kufel piwa. - Otwieramy już, Murdra?

- Czy to ważne dla ciebie? - Niewiasta odpowiedziała z domieszką złośliwości w głosie. Mężczyzna uśmiechnął się jedynie, pokazując czerwone policzki. - Nie przejmuj się moim mężem, Belgorem. Co chcesz?

Wziąłem głęboki oddech. - Nazywam się Ped. Przybyłem z Myrtany jakieś trzy dni temu. Nie mam jedzenia, pieniędzy, ale...

- Chcesz pracę? - Zapytała wprost Murdra. - Załóżmy, że powiesz, że chcesz pracować z innymi.

- Będę na każde zawołanie. - Wydusiłem z siebie.

- A skąd mam wiedzieć, czy nie zwiejesz z połową moich sztućców? - Mruknęła.

Wzruszyłem ramionami. - Czy ktoś tu umie z nich korzystać?

Belgor zaczął się śmiać. - Potrzeba nam kogoś takiego, poza tym, trzeba mieć kogoś na zastępstwa...

- Wiem. - Murdra wysapała. - Ped, prawda? Nie zwykłam zatrudniać obcych, ale nie pozwolę umrzeć z głodu żadnemu rolnikowi.

- Jakaś Ty hojna. - Rzucił jej mąż. - Wiedziałem, że nie bez powodu wybrałem Cię na żonę.

Murdra podniosła czoło. - Ryzyko to ryzyko, ale wolę Ciebie wybrać. Możesz dziś mieć jeden z naszych pokoi. Kolacja za godzinę, a jeżeli się spóźnisz, będziesz chodził głodny. Później pogadamy o Twojej pracy.

Dziękując im, udałem się po schodach na górę i wzdłuż balkonu, by znaleźć postrzępione "trzy" napisane na drzwiach jednego z pokojów. Wszedłem do pokoju cały drżąc i dostrzegłem wypchane słomą łóżko, świecę i glinianą miskę wypełnioną brudną wodą. Duże pęknięcie szło na ścianie przy łóżku, które wyglądało jak nagie gałęzie drzewa w zimę.

Rzuciłem okiem jeszcze raz na łóżko i usłyszałem zawołanie Murdry. Jadłem kolację w milczeniu na dole, starając się ignorować jakiekolwiek próby podjęcia rozmowy ze mną. Wróciłem do łóżka w nocy.

Przespałem wszystko.

* * *

Trzy.

Obudziłem się wcześnie, zaskoczony, z dywanikiem przywiązanym do mojego wilgotnego, nagiego ciała. Nigdy wcześniej nie śniłem o cyfrach. Nigdy nie byłem magiem, w przeciwieństwie do mojej matki, ale jego znaczenie było wystarczająco jasne. Eras... Kto byłby trzeci? Kto jeszcze miałby znaleźć się zbyt blisko?

Uderzyłem pięścią w materac. Nikt. Dlatego musiałem czym prędzej odejść. Aby nie wypełniła się wola bogów. Usiadłem, marszcząc brwi. A jeśli… Jeśli chciałem robić za zbawiciela, to czemu nie siedziałem w łódce, wśród trzciny, u boku ojca karmiąc ryby?

Wyciągnąłem moje ubrania farmerskie, na dole szukałem drogi po burzy rozbitych kufli i roztrzaskanych mebli, opuszczając karczmę w milczeniu. Wschodzące słońce delikatnie wylewało ciepłe promienie, gdy przeszedłem na podwórze. Belgor stał w zamkniętej stajni, która spełniała rolę schowka na różne narzędzia. Ze swą drewnianą nogą, postawioną na odwróconym dnie wiadra, starał się przywrócić młotkiem do poprzedniej formy kawałek wygiętego metalu.

Zauważył mnie i skinął głową. - Dałeś radę się wyspać, pomimo tych hałasów. Co w ogóle sądzisz o mojej żonie?

Już otworzyłem usta, by odpowiedzieć, jednak rozsądek podpowiedział mi, żebym je z powrotem zamknął.

Belgor zachichotał. - Spokojnie. Ona nie jest zła. Co prawda mówienie, że jest dobra jest naciągane, ale nadal... - Położył młotek i przyjrzał się blaszce przy porannym świetle. - W przyszłym tygodniu mija dwadzieścia lat jak jestem z nią. Murdra myśli, że zapomniałem ponownie. Nie chce jej zawieść.

- Co Ci się stało w nogę?

- Hmmm? Ach, to. To był cieniostwór. Broniłem wtedy króla. A tak w ogóle, szepnę kilka dobrych słówek mojej żonie o Tobie.

- Dzięki. Hm, ale dlaczego?

Belgor przekręcił swoją drewnianą nogę i stanął na przeciwko mnie. - Gdy będziesz miał tyle lat co ja, zaczniesz widzieć pewne rzeczy. To jest jak oczy, które mówią to, czego językiem nie można przekazać. - Przechylił głowę na bok. - Dużo już przeżyłeś. I śmierć widziałeś.- Moja ręka zwędrowała do kieszeni kurtki, fajka nadal tam była, więc chwyciłem ją. "To wszystko, co mi pozostało po nim, kiedy..."

- Być może więcej niż widziałeś. - Dodał.

Cofnąłem się, ale Belgor podniósł rękę. - Nikomu nie powiem. Przynajmniej nikomu innemu.

Chłód uderzył w me policzki. "Murdra?"

Belgor uśmiechnął się. - Tak jak mówiłem, dwadzieścia lat. Praca jest Twoja. - Z otwartymi ustami, wyciągnąłem rękę. Belgor machnął na nią. - Podziękujesz mi później... znaczy się, po pierwszej wypłacie.

* * *

Dwa tygodnie później...

Kufel pełen piwa przemknął mi koło ucha i rozbił się o ścianę nad barem. Murdra uniknęła lecącego przedmiotu i wstała z włosami rozrzuconymi po całej twarzy i wyszczerzonymi zębami zdolnymi zgnieść na miazgę grupę goblinów. W jednym momencie wszyscy się uciszyli.

- Ty! - Krzyknęła oberżystka. Nawet nie patrząc, wiedziałem, że ma na myśli mnie. - Wyrzuć go!

Wzdychając, spojrzałem za siebie, na mężczyznę napinającego swe potężne ramiona, chwytając za stół. Mój "cel" spojrzał się mnie wzrokiem. Kropelki potu spływały po jego łysej, ogolonej głowie, wprost na bliznę, którą miał na policzku. Kątem oka dostrzegłem Murdrę, która ponaglała mnie wzrokiem. Byłem zdany wyłącznie na siebie.

Poczułem drżenie kolan ale podszedłem do niego. - Ty, uh, powinieneś wyjść.

Mężczyzna przyjrzał mi się. - "Bo...?" - I dalej stał. Dwie głowy wyższy. Albo i trzy. Stał nade mną zastanawiając się co mi zrobić.

- M-Murdra ... - Zapiszczałem.

Facet, wraz z kilkoma innymi gośćmi roześmiali się. - Chcesz być na rozkaz kobiety? Cóż Ciebie za mężczyzna? - Koleś wyszczerzył zęby. - Jeszcze nie, hmm? Możemy to naprawić. - Zacząłem ciężko oddychać, a po chwili chwycił mnie i uniósł nad swoją głową. - Zobaczymy czy dasz radę otworzyć drzwi!

Stuk.

- Puść go i odstaw!

Głos brzmiał mocno i głęboko.

Stuk... stuk... stuk.

Wszyscy w tawernie milczeli i przyglądali się. Ponownie przemówił: - Nie powiem tego drugi raz, Garv.

Poczułem ziemię stopami i odsunąłem się w tył.

- Patrzcie, ulubieniec króla! - Krzyknął mężczyzna. - Nie mam nic do Ciebie, Belgor. Tylko do piwa, Twojej obsługi, i całej tej śmierdzącej "tawerny".

Mój obrońca zrobił krok do przodu. Choć był o wiele niższy, stanął na przeciwko mężczyzny i uśmiechnął się.

- W takim razie możesz już wyjść.

Garv, wraz ze swoimi towarzyszami podnieśli się. Ja łyknąłem głęboko powietrza, które wypełniało pomieszczenie. Nagle Murdra trzasnęła mokrą ścierką w kredens. Ruszyła swoim ciężkim krokiem na środek knajpy.

- Dlaczego nie pozwolisz Pedowi pokazać, że nadaje się do czegoś? Tak się umawialiśmy. Albo zacznie coś robić, albo...

- Zostanie wyrzucony. - Dokończył Belgor. - Ale jakie młodzieniaszek miał szanse z Garvem?

Murdra oparła ręce na swych biodrach i uniosła brwi w górę. - Może chcesz ze mną spróbować?

Przez moment wyglądało na to, że Garv rozważa tą propozycję. Po chwili wzruszył ramionami. - Mam was gdzieś. Nikt się nie interesuje tą dziurą. - Zaczął zmierzać do wyjścia, wraz ze swoimi trzema towarzyszami. Wszystko w tawernie wróciło do normy, oprócz mnie.

Wzrok Murdry wbijał się we mnie jak kilofy. Spiekły mnie policzki. Gdy na moment odwróciła wzrok, zrzuciłem swój fartuch i pobiegłem na górę. Trochę czasu minęło, gdy siedziałem na łóżku. Nagle coś usłyszałem, coś zaszurało. Nie, zastukało. Jak długo Belgor stał w drzwiach gapiąc się na mnie?

- Widziałem naszych chłopców jak byli traktowani o wiele gorzej. - Zrobił krok do środka, a ja trzymałem wzrok na fajce tuż obok miski z wodą. - Twój ojciec, prawda? Murdra i ja, nie mieliśmy dzieci. Więc nie jestem zbyt dobry w... - Zakaszlał. - W każdym razie, to staje się łatwiejsze.

Spojrzałem w górę i akurat zobaczyłem, jak się skrzywia. - Wy... nie wyrzucicie mnie?

Belgor uśmiechnął się ukazując swoje wąskie wargi. - Nie, chyba że chcesz odejść. Chcemy... ja chciałbym... żebyś się zatrzymał tutaj.

Moje ciało ogarnęło zdrętwienie. W jednej chwili znalazłem się na schodach, biegnąc do wyjścia jak porażony, przeskakując po kilka stopni na raz. Obietnica, którą dałem ojcu rozbrzmiewała echem w mojej głowie. On będzie ostatnim. Klątwa mojej matki nie dosięgnie swej trzeciej ofiary.

W połowie drogi do wyjścia z ogródka, zawahałem się. Drżącymi dłońmi sprawdziłem swe kieszenie. Były puste.

Moje serce wybijało siedemnaście rozpaczliwych uderzeń, gdy wracałem po schodach do pokoju. Czy Murdra mnie zauważyła? Coś mało mnie to obchodziło. Wbiegłem do otwartych drzwi z numerem "trzy", zatrzymałem się i rozejrzałem. Pokój był obrócony do góry nogami przez ta chwilę. Fajka ojca leżała cała mokra od wody, która ulatywała z dziurawej miski. Obok niej...

Nie było potrzeby sprawdzania ciała. Jakoś przeczuwałem ten fakt.

Belgor nie żyje.

* * *

Serce waliło mi jak oszalałe, choć czułem, że te kilka ostatnich godzin były jak sen. Ciało Belgora zakryłem kocem, podczas gdy Murdra siedziała na łóżku przyglądając się mężowi, jakby miał dać sygnał, co ona ma zrobić dalej.

- Dwadzieścia lat byliśmy małżeństwem. - Powiedziała bezbarwnym głosem. - Dokładnie w tym pokoju, do którego wprowadziłeś się dwa tygodnie temu. Głupiec nigdy nie pamiętam daty, ale nie zapomnę jego propozycji: "Wyjdź za mnie." Ślub odbył się następnego dnia. - Wypuściła powietrze z płuc, gdy ja sam ledwo łapałem oddech. - Mówisz dużo jak na kogoś nieprzytomnego. - Karczmarka rzuciła na mnie wzrok, gdy po chwili spojrzała się w inną stronę. - Przekleństwo Twojej matki... zabiło mojego męża?

Moje słowa było słabo słychać, powiedziałem przez chrypę: "Ona nie miała być magiem, ale bogowie przesądzili o jej losie."

- Wydaje mi się, że nadal to robią. - Po dłuższej przerwie Murdra powiedziała: "Musimy iść.", wstałem więc, choć wciąż cały drżałem. Na szczęście ona tego nie widziała. - Nie zapomnij fajki.

Powietrze na zewnątrz straciło cześć swojej bryzy, a moje nogi stawiały znaczny opór. Patrzyłem na otwartą bramę i las za nią. Belgor miał rację, teraz jest łatwiej i zawsze znajdzie się jakaś następna tawerna.

Spojrzałem w górę i odmówiłem po cichu modlitwę do gasnących gwiazd. Przepraszam, ojcze. Przeklinam Cię, matko. Ruszyłem przed siebie.


Sonda
Chcesz, aby Nordic Games rozwijało markę Gothic?

Tak, trzeba dać im szansę, czekam na efekty
Nie, nieważne, że to już inna, nowa firma - tak czy siak wara od tej serii


[poprzednie sondy]
Phoenix
» Strona Główna
» ADOM
» Fallout
» Arcanum
» Disciples
» The Witcher
» Icewind Dale
» Imperium Diablo
» The Elder Scrolls
» Neverwinter Nights
» Planescape: Torment
Partnerzy

Dragon Age
Arcania
Mass Effect 2
Wiedźmin 3
Fable

© 2002-2010 Gothic Site. Partnerzy: call of duty, skyrim. jPortal